Nie było mowy o tym, że ktoś nie potrafi. Potrafili wszyscy i to jak. Przez dwie godziny okrzykom, popisom, radości nie było końca. Tu tańczy para w rytm rozbrzmiewającej muzyki, tam posuwiście porusza się imponujący wąż łyżwiarzy, tam znowu błysk fleszy na roześmiane, różowe z emocji i wysiłku buzie.
Nie zabrakło oczywiście efektownych upadków, tych przypadkowych jak i improwizowanych, aby tylko było śmiesznie.
Głodne po łyżwiarskich wyczynach towarzystwo posiliło się na mieście a następnie wygodnie zasiadło w fotelach sali kinowej. Film „ Last Vegas” był trafionym wyborem. Przede wszystkim rozśmieszał, ale zmuszał też do refleksji nad przemijaniem, przeżywaniem starości. Niewątpliwą jego wartością była również znakomita obsada (M. Douglas, Al Pacino, M. Freeman).
To był miły, zapadający w pamięć dzień.



